Kategorie: Wszystkie | O babolu | O ludziach i ludziaskach
RSS
wtorek, 10 lipca 2012

Młodość. Jestem młoda, ale z tą moją młodością to różnie bywa. Niby wyglądam młodo – w sklepie przy zakupie piwa tudzież innych trunków notorycznie słyszę : a dowodzik to jest? Z drugiej strony okoliczna dzieciarnia mówi mi permanentnie i uparcie  per Pani i dzień dobry zamiast jak kiedyś cześć.  Wtedy czuję się staro.

W dodatku kiedy patrzę na moje koleżanki, mam wrażenie, że każda chce być już 10 lat do przodu.  Tu dziecko, tu ślub tam już mają załatwiony etat i planują każdy najdrobniejszy element w swoim życiu. Pewnie nawet zmarszczkom już zapobiegają. A ja?

A ja chcę cieszyć się tym jaki wiek mam.  Słuchać rapu, rocka, chodzić na koncerty i podniecać się pod sceną ulubionym piosenkarzem, zwariować na punkcie koszykarza, założyć przyciasną sukienkę albo ledwo dopinające się dżinsy, zbuntować się przeciwko czemuś  ot tak, wypić o jeden kieliszek wina za dużo, pośpiewać tak żeby sąsiedzi słyszeli.  Bo kiedy jak nie teraz? Kiedyś może nagle nadejść moment, w którym wiele z tych rzeczy już nie będzie wypadać.

Jak w tej piosence : Dozwolone do lat … lalalala.



21:32, babolek22
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 czerwca 2012

Ostatnie dni to jeden wielki, wstrzymany oddech. Nigdy chyba tak jeszcze nie obgryzałam paznokci z nerwów.  No ale mimo, że większość uważa to tylko za formalność, to jednak coś udało mi się osiągnąć. Niewyspana, z obgryzionymi paznokciami i zbolałymi od butów stopami, obroniłam.

Obroniłam i to na 5. Cóż, że brzydka okładka ( wolałam niebieską) ale coś mojego, od początku do końca wypoconego. No i mogę licencjonowanie resocjalizować. Teraz tylko dążyć do mgr przed nazwiskiem i nie zostać permanentnie bezrobotną.  

 

 

 

20:31, babolek22
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 czerwca 2012

Zaczynam być poważnie przerażona Internetem. Jak monopol firm może mieć wpływ na tyle dziedzin życia? Portale społecznościowe są wszędzie – to fakt. Ale dotąd myślałam, że to tylko dodatek do naszego nudnego szarego życia, jakieś małe urozmaicenie. Okazuje się, że żyć bez portalu na F, żyć tak po prostu nie można. Nie można wziąć udziału w byle jakimś konkursie bez polubienia jakiejś tam firmy, nie dowiesz się bez niego o życiu prywatnym znajomych i po cóż pamiętać o urodzinach swoich bliskich – to swoisty kalendarz. Myślałam, że to tylko tymczasowa fala, że moda na to ucichnie. Ale nadzieje moje płonne po tym, gdy dowiedziałam się, że zarejestrowanie się na forum mojej państwowej uczelni jest możliwe tylko wtedy gdy posiada się konto F. Proponuję jeszcze zsynchronizować z tym jeszcze internetową bankowość czy możliwość złożenia PiT-u. Nie przesadził ktoś mówiąc, że bez tego jakby Cię nie było. Ciekawa jestem tylko jak daleko zakradnie nasze życie ten mały stworek internetowy – a zapewne będzie to robił coraz bardziej póki nie będzie nam to przeszkadzało.

 

20:56, babolek22
Link Komentarze (4) »
sobota, 16 czerwca 2012

 

Tłumy patriotów wyległy dziś na polskie ulice. Zewsząd dobiegają radosne pokrzykiwania i mało przyjemny głos trąbek i innych instrumentów trąbiących.

Jakże piękne Polacy ukazują swój patriotyzm chciałoby się rzec. Ale czy na pewno?

Ot chociażby taka nasza flaga. Mało skomplikowana , biało-czerwona, co tu można zepsuć? Okazuje się, że Polak potrafi.

Ostatnio nawet zrobiłam sobie eksperyment idąc ulicą i spośród licznych wywieszonych barw narodowych próbowałam znaleźć te, które są zawieszone co najmniej poprawnie a przede wszystkim godnie.  Na palcach jednej ręki  szło je policzyć. Przemilczę już ogrom reklam marki piwnej na T.  Ale coś się we mnie burzy, gdy widzę naszą flagę przewieszoną przez balkon jak szmatkę. Szacunku to ja tu nie widzę.  Słyszałam też nawet o przypadkach, że podniesienie flagi z ziemi to czyn prawie heroiczny i przez niewielu praktykowany.

Może trzeba skończyć z wizerunkiem patrioty jako przestarzałego nudziarza. Sama pamiętam szkolne akademie z okazji świąt narodowych – duszna, nudna atmosfera i niezrozumiałe dla nas stare pieśni patriotyczne. Może by tak zacząć wpajać   młodym pokoleniom proste gesty, elementy szacunku do tego co nasze. Żeby podnieść papierek z ziemi, nie wyrzucać chleba ,czy prawidłowo zawiesić flagę.  

A poza tym życzę powodzenia w przetrwaniu trudnego okresu piłkarskiego osobom niekibicującym. Trzymajcie się!

 

 

21:26, babolek22
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 czerwca 2012

 

Wróciwszy wczoraj z zakupów spojrzałam ze zdziwieniem na przytargane tobołki. Okazało się, iż zupełnie nieświadomie kupiłam: pasztet kibica, paprykarz kibica, jogurt naturalny kibica, colę kibica, ba, w łazience nawet stoi dumnie papier toaletowy kibica! Wszystko przyozdobione piękną, czarno-białą piłką, która ma przypominać o nieuchronnie zbliżającym się wydarzeniu. Żebym to ja jeszcze kibic jakiś była… Kupiłam po prostu to co najtańsze – po studencku.

Usiadłam sobie potem przed odbiornikiem naszej cyfrowej telewizji i chciałam sobie wiadomości pooglądać. Gdzie tam. Tu o strefie kibica, tam, że jakaś drużyna przyjechała, tam o autostradzie a gdzie indziej wywiad z urodziwym piłkarzem, trenerem, masażystą i osobistym kucharzem kadry.

Jakaś pani w telewizyjnej debacie nazwała ludzi takich jak ja malkontentami, że się nie umiemy cieszyć z nowych autostrad, stadionów, meczy u nas, z tak pięknego sportu.  A dlaczego muszę się cieszyć? A kto powiedział, że się nie cieszę?  Czyżbym nie była patriotką jeśli nie kupuję kubeczków, czapeczek, koszuleczek, trąbek i innych euro gadżetów? 

Ja tam lubię koszykówkę i tak ciut ciut mi przykro, że Euro w koszykówce, które my organizowaliśmy nie było tak rozdmuchane.

A malkontentką nie jestem. Bo mimo, że na piłkę nożną jestem trochę obrażona,  to i tak zapewne będę zaglądać za plecami mojego faceta na ekran, po cichutku kibicującym naszym.

Ot co. Za babolem nie trafisz.

 

22:06, babolek22
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 maja 2012

Dialog dwóch pięciolatków:

- Kur*a, patrz pająk.

- Ja pier*dolę, nie widzę.

Interesującą rozmowę zakończył jeden smyk obsikując smyka numer dwa.

I tak sobie myślę  i przypominam, że jedyną patologią doznaną przeze mnie  w dzieciństwie było dostanie kasztanem w głowę ale i tak raczej przez przypadek aniżeli ze złości. Zawsze trochę się poganialiśmy, powyzywaliśmy po swojemu, chłopacy się potargali za uszy ale nigdy nikomu nie przyszło do głowy, żeby się obsikać.

Strach pomyśleć, jakie jeszcze granice dzieci nasze przekroczą.

I czy mamy na to jakiś wpływ?

 

17:47, babolek22
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 maja 2012

 Z  ostatniej pracy domowej chyba przyjdzie mi się rozliczyć dopiero w następnej notce, bo teraz naszły mnie nieco inne refleksje.

 

Otóż wczoraj zamiast wieczorku przy piwku, wybraliśmy ze znajomymi nieco inne zajęcie.  Choć nogi mi dziś odpadają, to nie żałuję – warto było latać pół nocy po muzeach.  Pierwszy raz uczestniczyłam w takim kulturalnym spendzie ale muszę stwierdzić, że to świetny pomysł i zachęcam każdego, kto jeszcze na takiej nocy muzeów nie był.

Najwspanialszym elementem jest chyba to, że kultura wychodzi wtedy do nas w stopniu takim, że można jej dosłownie dotknąć . I tak ja – pierwszy raz w życiu zaglądałam do czołgu ( choć bałam się wejść, bo bym nie wylazła), pierwszy raz trzymałam najprawdziwszy, ciężki karabin i pierwszy raz byłam w ciemni wywołując fotki , co podobało mi się najbardziej. 

Niestety są też nieco smutniejsze refleksje. Owszem, kultura wychodzi na wyciągnięcie ręki ale chyba za bardzo, co dla niektórych. Z dreszczem patrzyłam jak tatuś z synkiem klepią ile sił w ledwo co przetrwałą i spróchniałą, wiekową łódkę.  Żebym ja wtedy miała ten karabin pod ręką!

Na szczęście widziałam też wielu nieco bardziej rozgarniętych ojców, którzy oprowadzali swe  latorośle po wystawach  i tłumaczyli, zarażali entuzjazmem do takiego stopnia, że dzieciakom oczy błyskały z zachwytu.

Następna okazja do takich rozrywek prawdopodobnie już w czerwcu, więc bierzcie za łapki potomstwo, partnera, babcie, dziadków, ciocie,  załóżcie wygodne buty,

i w drogę!

12:55, babolek22
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 maja 2012

Ja baba, babol wysokoprocentowy, często zaglądam za sklepowe witryny, szukając czegoś interesującego w odzieżowych nowinkach.  Wiele ludzisk czerpie z tych czynności zakupowych przyjemność. Myślę, że niektórzy ( tak jak i ja) ma doznania zupełnie inne. 

 

Bliscy moi już wiedzą, już się nauczyli, że wchodząc ze mną między wieszaki należy spodziewać się furczenia, dąsów, achów i fochów, nie raz się zdarzyło, że płaczów i rozpaczów!

Jak tu nie furczeć między szmatkami, skoro one łaskawie nie chcą przyodziać mojego wielkiego tyłka? No co, patyczakiem ani anorektyczką nie jestem, jestem babolem w końcu ale nie czuję takiej desperacji, żeby udawać się do sklepów dla puszyściejszych pań. Chcę się ubierać w normalnym sklepie.

A wrażenie mam takie, że czasem te normalne sklepy nie przewidują w gronie swoich klientek, tych, których rozmiary wykraczają poza te standardowe azjatyckie. No trudno.

Tymczasem tak się mówi o akceptacji siebie,  a potem się dziwimy skąd u nastolatek zaburzenia odżywiania – no ale trzeba się przecież wcisnąć w ciasną, ledwo widoczną kiecaję  albo dżinsy rozmiaru dziecięcego.

A lubić siebie trzeba, bo inaczej się zwariuje.

Sama się złapałam niegdyś,  że z jakiejś tam kiedyś okazji miałam określić coś, co  w sobie lubię – pomyślałam łatwizna, ale jak przyszło co do czego, nie potrafiłam nic wymienić. Stwierdziłam, że to przerażające – sama sobie zadałam pracę domową , by dostrzec w sobie jakieś plusy.

Postanawiam rozliczyć się z tego w następnej notce a innym babolom też proponuję taki miły sposób na spędzenie wieczoru.  Kieliszek słodkiego wina, relaksująca kąpiel  i kostka czekolady na pewno  w tym dopomoże!

 

20:05, babolek22
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 maja 2012

Miły, ciepły, wiosenny wieczór. Za oknem śpiewają ptaszki, z nieopodal położonego domu dobiega ciut za głośna muzyka.

Siadam wygodnie w fotelu, popijam przepyszną herbatkę. Brzmi jak sielanka? Nie - to raczej opowieść z gatunku dreszczowców.

Po paru łykach zaparzonej z mozołem filiżanki zielska, zaczynają na mnie spoglądać złowrogo notatki.

Wstaję, jęczę, sapię ale papierzyska same włażą do łap, jakby chciały powiedzieć ucz się – lada chwila egzamin.

Zrezygnowana zaczynam powtarzać i dukać nic mi nie potrzebne bzdety.

Dozory fakultatywne i obligatoryjne ble ble ble…

Wyjątki w czasie trwania dozorów ble bleble

Idzie mi wprost wspaniale, dopóki za oknem nie zaczyna szczekać psisko. Brzydki, gruby, szary kundel kłapie mi paszczą w sam środek gorącej edukacji. Wstaję trzaskam oknem, po drodze zahaczam o kabel, syczę ze złości, siadam, dukam dalej.

Od 2 do 5 lat w przypadku warunkowego…ble ble ble…

Komar! Zrywam się biegając po pokoju i   goniąc to wredne stworzenie. Klap na ścianie, bach, siur i po sprawie.

Do 2 lat na wniosek skazanego ble ble ble ble

I mój słuch nagle wspaniałomyślnie się wyostrza, słyszę kroki z drugiego pokoju, zgrzytanie zębami sąsiada.

Brzdęk!

Psst!

Ćwirćwirćwir!

Miau!

Aaaaa wyrywam sobie już prawie włosy z głowy, notatki odkładam.

Stwierdzam, że studiowanie to bardzo ciężkie zajęcie.

 



20:15, babolek22 , O babolu
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Dopadł nas. Upał, skwar, żar, ciut za wcześnie ale dopadł. Każdy sobie z nadmierną ciepłotą ciała radzi jak może. Sama latam po posiadłości mej w powyciąganej kiecce, która przewiewa z każdej strony. Chowam się przy tym szczelnie, przed wzrokiem ludzkości.

Inni niestety nie widzą chyba potrzeby zasłaniania swych nagich przyrodzeń.

Co nie spojrzę za okno,  golas. No dobra, golas w samej bieliźnie, ale można go już nazwać golasem.

Ja rozumiem żeby w upał się negliżować, ale żeby aż tak ostentacyjnie? Czasem mam wrażenie, że golas owy stara się zaświecić pępkiem w moje okno – jakbym jeszcze śmiała nie zauważyć świeżo opalonego, owłosionego torsu.

O dreszcze przyprawia mnie sezon grillowo-działkowy. Aż się boję, ze wychylając się zza płotka, napotkam wzrokiem jakieś dwa wielkie cyce dyndające w pożółkłym staniku rozmiaru XXX….L.

A zresztą wychylać się nadmiernie nie trzeba, wystarczy chwila spaceru by dojrzeć choć kilku panów, których brzuchy dumnie paradują za kosiarkami.

Ludzie rozbierajmy się z klasą! Na plaży, na działkach, ogródkach nie udawajmy, że wokół nas wyrosła ściana. Nie raz na plaży widziałam panie o obfitych kształtach ale ubrane w gustowne kostiumy, zwiewne, kolorowe chusty, tkaniny– i można? Można.

Życzę na te pierwsze majowe dni i tradycyjne grille, nie tylko smacznych kiełbasek ale i odjazdowych wdzianek.

A teraz z braku innych rozrywek, pójdę sobie pooglądać sąsiadowego golasa.

 A co, sam chciał!



 
1 , 2